Bo wiek, to tylko liczba… Historia prawdziwa

1-350x250
Czas czytania: 5 min

Długo zastanawiałam się czy napisać ten artykuł. Czy komuś pomoże, czy warto się dzielić ze światem swoimi doświadczeniami. Doszłam do wniosku, że zrobię to, bo mnóstwo jest takich osób jak ja.

Mam 63 lata. Tak dobrze widzicie. 63. I dopiero teraz uwierzyłam w siebie. Zobaczyłam, że mogę coś osiągnąć, mieć cele i marzenia. Zaczęłam żyć dla siebie, tak jak ja chcę i na swoich zasadach. Czuję się czegoś warta, mam motywację i działam. Dopiero teraz.
Być może straciłam wiele lat, tych najlepszych, ale cieszę się, że ruszyłam z miejsca i coś zrobiłam. Widocznie to odpowiedni czas. A stare przysłowie mówi : lepiej późno niż wcale.

Jak było kiedyś?
Przez większość dorosłego życia żyłam w cieniu kogoś innego, moich rodziców, mojego brata, mojego męża, a później syna i partnera. Ciągle był ktoś ważniejszy. Byłam szarą myszką. Chciałam dla wszystkich dobrze, nikomu nie chciałam przeszkadzać. Czas przelatywał przez palce, miesiąc w miesiąc, rok w rok. Budziłam się, robiłam ciągle to samo. Młoda dziewczyna, którą byłam, stała się starą babcią, przynajmniej psychicznie. Nie miałam jakiś głębszych refleksji nad życiem. Gdzieś tam z tyłu głowy pojawiały się jakieś plany, marzenia, czasem nawet wizja kariery, ale zostały one miażdżone w zarodku. Jakbym nie miała do nich prawa. Nie zrozumcie mnie źle- miałam cudownych ludzi wokół siebie, kochającą rodzinę. Czasem jednak czułam samotność, przytłoczenie i smutek. Nie czułam się spełniona. Brak wiary w siebie był moim największym problemem. Nie miałam też wiedzy jak to wszystko zmienić. Wypierałam z siebie ambicję i pragnienia. Za to wszystko zajadałam słodyczami. Jakbyście spytali moich znajomych co najbardziej lubię, na pewno odpowiedzieliby, że ciastka. Taki słodki „pamperek”-jak to mówią. W tym jednak było drugie dno- uzależnienie od cukru. Trucizna. Chwila przyjemności, która mnie niszczyła. To narkotyk. Spróbujcie sami go odstawić, to przekonacie się jak Wami zawładnął.

Zawał, wylew…
Niestety zaczęły się problemy zdrowotne. Dotychczas pomagałam mojej koleżance wychowywać jej dzieci. To była moja jedyna radość. Czułam się potrzebna, a maluchy traktowałam jak wnuki. Wszystko jednak się skończyło. Boleśnie, nagle, bez ostrzeżenia. Zawał- szpital. Było niebezpiecznie, ale wyszłam z tego. Kolejny cios- wylew. Kiepskie prognozy lekarskie, poczucie tego, że jestem stara, niedołężna, schorowana, brak sił i przekonanie, że będzie coraz gorzej, dobiły mnie całkowicie. O mało, że przestałam być ważna, czułam się przytłoczona, to jeszcze zdrowie porządnie zaszwankowało. Lekarze nie mogli zdiagnozować konkretnej przyczyny mojego stanu zdrowia. Po prostu wiek i styl życia. Nie mogłam sama zrobić najprostszych czynności- sprzątać, robić zakupów, podnosić więcej niż 1 kg. Jak byście się poczuli? No właśnie. Rezygnacja i świadomość, że nic mnie już nie czeka. Pustka była coraz większa. Nie chciałam być zależna od innych. W dodatku miałam wrażenie, że nikomu nie mogę się wyżalić, żeby nie pokazać się jako wiecznie narzekająca „baba”.

Powrót syna
Mniej więcej w tym samym czasie wrócił z Wielkiej Brytanii, po 13 latach mój syn- Patryk. Rozstał się z partnerką, zamknął tam parę spraw i przyjechał. Stwierdził, że chce pobyć trochę z rodziną. Cieszyłam się. Wiadomo. Jednak czułam też ogromny strach. Martwiłam się o niego. Niby dorosły facet, ale dla mnie ciągle chłopiec. Pamiętałam jaki był. Nieporadny, siedział całymi dniami na kanapie, nie lubił się uczyć, stronił od książek. Grubasek pełen kompleksów. Jego hobby to były fast foody. Jednocześnie był zawsze miły i uśmiechnięty. Taki wesoły misio. Takimi ludźmi łatwo się manipuluje, ale też wiele nie osiągają. Tak, tak myślałam. Aż biję się teraz w pierś. Ale to wszystko z troski i ze strachu. Jakże się myliłam.
Patryk stał się przez ten czas zupełnie innym człowiekiem. Stał przede mną silny mężczyzna, który zgubił wszystkie nadprogramowe kilogramy. Pełen pasji, energii i uśmiechu. Doskonale wiedział czego chce. Usiadłam na kanapie, a on mi opowiadał, o tym jakie ma plany. Chciał napisać książki, opisać swoją drogę, pomagać innym. Zostanie coachem motywacyjnym, trenerem personalnym i promotorem zdrowego stylu życia było jego największym celem. Planował założenie fundacji, budowę portalu społecznościowego Projekt Sukces i pomoc jak największej liczbie osób. Chciał to wszystko osiągnąć w niecały rok!

Wariat- pomyślałam. Moje dziecko zwariowało. Podobał mi się jego optymizm. To, że odnalazł ścieżkę w życiu, ale myślałam, że nie da rady. Tam, może w Anglii owszem, ale tutaj? Jakie było moje zdziwienie kiedy faktycznie Patryk zabrał się za realizację swoich celów. Całymi dniami i godzinami coś pisał. Ekspresowo znalazł pracę- zatrudnił się jako trener na siłowni Cityfit. Jego kalendarz szybko się zapełniał. Ludzie zauważyli w nim szczerość i duże doświadczenie życiowe- w końcu sam kiedyś miał duże problemy z wagą, depresją i lękami. Zauważyłam, że faktycznie robi to wszystko, o czym mi mówił. Szedł do przodu odważnie. Z mojego małego pulchnego synka nic nie zostało.

https://www.projekt-sukces.pl/wp-content/uploads/2020/05/1-300x214.jpg

Mamo, sprawdź maila.
Tak powiedział mi Patryk na początku grudnia. Okazało się, że czeka w nim wiadomość od niego – wydał swoje książki. Komplet trzech podręczników. Nazwał je „Projekt Sukces”, a każda opisuje inny ważny w naszym życiu aspekt. To podręczniki spełnionego życia. Powstał również zwiastun do książek „Stań do gry”.
Poczułam dumę i chyba dopiero wtedy uwierzyłam.  Zrobiłam kawę, założyłam okulary i zaczęłam czytać. Nie mogłam uwierzyć w to co tam było napisane. Opisał dokładnie całe swoje życie. To jak się czuł, jakie miał lęki. O depresji, o objadaniu się, o braku sensu życia. O tym, jak to wszystko zmienił, jakie ponosił porażki i sukcesy.
Nie znałam go. Naprawdę, nie wiedziałam, co przeżywał mój syn oraz tego, że od tylu lat pomaga innym wyjść z tego, w czym kiedyś siedział on sam. Dla wielu ludzi był inspiracją, wyciągał ich z nałogów, pomagał znaleźć życiową drogę. Kiedy czytałam książki, miałam wrażenie, że pisze o mnie, że doskonale zna moje myśli. Wiedział, jakie problemy mają ludzie, jak sobie z nimi poradzić i dlatego potrafił trafić do każdego. Coś niesamowitego!
Zrozumiałam dlaczego jest taki pewny siebie, mocny i pełen pozytywnych myśli. Przeszedł sam całą ciężką drogę, borykał się z wieloma problemami, a potem sam ze wszystkim się uporał. Teraz jest całkiem innym człowiekiem i wspiera wszystkich, bo doskonale ich rozumie. Nie z teorii, a z własnych przeżyć. Opisał zasady życia i one działają! A zaczynał dosłownie od zera.

Idziemy na siłownię…
Patryk nieraz pytał mnie jakie mam marzenia. Nie potrafiłam odpowiedzieć. Jakie mogłam mieć marzenia w wieku 63 lat po seriach pobytów w szpitalach. Dzięki jego wsparciu, jego książkom i umiejętności zmotywowania mnie w styczniu tego roku….poszłam do…. Nie
Nie do lekarza. Poszłam na siłownię! Po lekturze książek doszłam do wniosku, że kiedy mam spróbować jak nie teraz? Na co czekać? Mogłam wybrać aptekę i lekarzy albo zdrowie. Przy odpowiednim nastawieniu odważyłam się. Zrozumiałam, że wszystkie moje choroby i sposób myślenia wynikały z mojego niedbania o siebie. Chciałam w końcu poczuć, że żyję. Nie żałuję tej decyzji. Niedawno minęły trzy miesiące treningów. Czuję się młodo, czuje się sprawnie, czuję się szczęśliwa. Tak dobrze jak teraz nie czułam się nawet jak byłam młoda. I nie tylko fizycznie. Również odżyła moja psychika. Myślę pozytywnie, nie poddaję się. Siedzenie na kanapie zamieniłam na ruch, ciastka na zdrową przekąskę. Dostałam wreszcie energii, aby dbać o siebie. Chcę być zdrowa dla siebie i moich bliskich. Zrozumiałam, że starość jest tylko w głowie! Teraz znając zasady gry jaką jest życie, przejęłam nad nią kontrolę.
Na szczęście dzięki mojemu synowi i jego książkom odnalazłam siebie.

Na koniec chciałam wszystkim powiedzieć, abyście dali sobie szansę na lepsze życie. Niezależnie od wieku, niezależnie od wcześniejszych przeżyć. Jestem przekonana, że wiele jest takich osób jak ja. Podziel się moimi przeżyciami z bliskimi. Ne pewno znasz kogoś, kto nie wie jak ruszyć z miejsca, jak zacząć. A może to Ty jesteś tą osobą?
Sięgnij po książki „Projekt Sukces” i zmieniaj się. Ja czerpię wreszcie przyjemność z życia. Możesz i Ty. Zobaczysz jak piękne może być życie!

Nie mogę uwierzyć, że piszę dzisiaj ten artykuł i dzielę się z Wami swoimi doświadczeniami.
Mam jeszcze tyle do powiedzenia! Ale tymczasem, to Ty stwórz swój własny Projekt Sukces. Wejdź w to, a potem pomóż nam dotrzeć do jak największej ilości osób i opisz swoją drogę 🙂

ProjektSukces

www.projekt-sukces.pl

Polecamy także:

Social Media

Najpopularniejsze

Zapisz się do newslettera

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Powiązane posty