Medytacja – sztuka uważności

Czas czytania: 3 min

W poprzednim artykule wprowadziłam Was w praktykę uważności i (mam nadzieję, że skutecznie) opisałam na czym to całe zamieszanie polega. Teraz w końcu przyszedł czas, żeby poruszyć z większą dokładnością różne techniki mindfullness, które warto wprowadzić do naszego życia krok
po kroczku. Pierwszą z nich jest medytacja.


Z czym Wam kojarzy się to słowo? Ilu z Was ma w tym momencie przed oczami lewitującego mnicha przy nadmorskiej promenadzie? Czy męska część naszych odbiorców na hasło „medytacja” odleciała od razu do świata Dragonballa? Dlaczego tak bardzo nierealny jest obraz tego prostego ćwiczenia w naszej głowie? I czy rzeczywiście ma tyle wspólnego z magią lub „szarlataństwem”?
Medytacja towarzyszy nam praktycznie od początku naszego istnienia jako gatunku ludzkiego. Jej korzenie możemy zaobserwować już w samych tańcach-transach i rytmicznym śpiewie podczas pierwszych zgromadzeń naszych pra przodków. Wzmianki o tej praktyce pojawiają się w
starożytnych zapiskach, filozofii buddyjskiej oraz taoistycznej, a nawet w Torze („haga”) oraz dobrze znanej nam wszystkim Biblii (w łacińskiej wersji „meditatio”). Jak możemy zaobserwować, medytacja nigdy nie była czymś elitarnym, przeciwnie dotyczyła wyznawców wszystkich religii i członków każdej z „kast”. Skąd więc nagłe przerysowanie całej praktyki, co takiego stało się w naszych czasach, że jedynym logicznym wyjściem z problematycznej sytuacji, które nam się jawi to sięgniecie po tabletki nasenne lub zgłoszenie się do lekarza? Czy naprawdę chcemy żyć ufając
innym bardziej niż sobie, jeśli tak, to gdzie nas to doprowadzi?
Odrzućmy więc strach przed nieznanym (a raczej, na siłę zapomnianym) i skupmy się na bardzo rzeczywistych i bardzo realnych efektach jakie daje nam medytacja. Przede wszystkim, niesamowicie poprawia nasze skupienie i kreatywność. W tym pomaga szczególnie pierwszy krok do medytacji, czyli:

Technika uwagi skupionej

Usiądź po turecki, połóż ręce na kolanach spodem do góry, zamknij oczy i weź kilka kontrolowanych, głębokich wdechów. Naszym celem tutaj jest jak najmocniejsze skupienie uwagi na jednej rzeczy. Może być to po prostu nasz oddech (wdech na 4, wstrzymanie na 4, wydech na 4, wstrzymanie na 4), albo światło promieniujące z części ciała w której odczuwamy dyskomfrot.
Bardzo pomocna jest również wizualizacja płonącej świeczki i koncentracja na jej tańczącym płomieniu. Polecam też skorzystać z tzw. prowadzonych medytacji, gdzie skupienie kierujemy ku głosowi prowadzącego. Obojętnie na co się zdecydujecie, zasada jest ta sama.

NIE TRAĆ KONCETRACJI.

Myśli będą starały dostać się do Twojego umysłu, ale nie daj się rozproszyć. Taka praktyka, nawet przez kilka minut, codziennie poprawia funkcjonowanie naszego mózgu, a z każdą kolejną sesją koncentracja będzie przychodziła nam łatwiej. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich możemy się nauczyć podczas ćwiczeń relaksowania naszego umysłu jest przede wszystkim panowanie nad swoimi emocjami i lękami. Nie jest to
obietnica, że przestaniemy czuć, absolutnie nie! Zaczniemy natomiast czuć świadomie, odróżniać realne problemy od emocjonalnych ataków spowodowanych traumami z przeszłości czy stanami lękowymi nie mającymi żadnego podłoża w fizycznym świecie. Do tego przyczynia się kolejne medytacyjne ćwiczenie:

Technika uwagi przestrzennej

Podczas tej sesji nasze skupienie pozostaje otwarte, a my pozwalamy sobie na obserwacje każdego aspektu naszego doświadczenia. Celem jest nieocenianie żadnego z nich oraz nieidentyfikowanie się z nim. Pozwólcie, że pomogę sobie metaforą. Wyobraźmy sobie niebo, po którym płyną chmurki. Niektóre większe, niektóre mniejsze; niektóre kształtne inne w ogóle do niczego nie podobne. Chmurki przychodzą i odchodzą, żadna nie zostaje na niebie na zawsze, prawda? To co pozostaje, to niebo. Tak samo jest z naszymi odczuciami, myślami i emocjami. To są nasze chmurki, ale niebem (częścią stałą) jesteśmy my. Możemy popatrzeć na chmurki, możemy nawet jedną sie wzruszyć, ale czy naprawdę powinnismy brać do siebie coś, co zaraz uleci? Jedyną słuszną akcją tutaj jest przyjrzenie się temu odczuciu lub emocji dopóki trwa i wyciągnięcie z niej wniosków, czegoś co trafi do naszej podświadomości i zostanie na dłużej.
Te dwie techniki prowadzą do medytacji docelowej, czyli doświadczenia czystej obecności. I docenienia jej. Uwagę kierujemy wtedy wgłąb siebie, nie bojąc się samotności, bólu czy zwyczajnie tego co tam zastaniemy. Oprócz takiej samoakceptacji i nauczenia się żyć ze sobą, medytacja pozwala nam również zwiekszyć swój próg bólu i zaakceptować dyskomfort, również jako odczucie które minie. Sami przekonacie się na początku, że nie łatwo siedzieć ze skrzyżowanymi nogami w bezruchu nie doświadczając mrowienia w stopach na przykład. Będzie to bardzo irytujące na
początku, ale po paru takich podejściach zobaczycie, że w większości przypadków, kiedy my chcemy już skreślić wszystko i się poddać (mówię tu o medytacji jak i o życiu osobistym), jedyne co wystarczy zrobić to wziąć parę głębszych wdechów. A więc, kochany czytelniku. Boisz się zacząć? A ile takich irracjonalnych lęków juz pokonałeś w życiu? Wdech, wydech i start!

Artykuł eksperta

Natalia Boer

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Powiązane posty

A gdyby tak trochę pokory…

Czas czytania: 3 min Zdawać by się mogło, że nie jest niczym dziwnym, iż człowiek ze swej natury lubi być chwalony, doceniany i podziwiany. Bez względu na branżę, w

Udręka to niesłychana, kiedy bolą nas kolana…

Czas czytania: 4 min Ileż to razy w przypadku sportowców, osób aktywnych, czy nawet niespecjalnie usportowionych ludzi można usłyszeć: bolą mnie kolana. Staw kolanowy w ludzkim organizmie jest niewątpliwie

Głowa to podstawa!

Czas czytania: 3 min Kiedy trenujemy, czynnie uprawiamy sport i po prostu dbamy o swój wygląd i muskulaturę, często martwimy się o przysłowiowe spadki mięśniowe, kontuzje, czy ewentualnie serce.